Zwycięzca z Auschwitz - wspomnienie św. Maksymiliana Kolbego
Obóz koncentracyjny w Oświęcimiu i Brzezince, którego niemiecka nazwa brzmi Auschwitz – Birkenau, powstał w maju 1940 r. Był to niemiecki obóz zagłady. Po pierwsze dlatego, że założyli go Niemcy, a po drugie dlatego, że Oświęcim został wtedy wciągnięty terytorialnie w skład Rzeszy Niemieckiej.
Po przekroczeniu bramy z napisem „Arbeit macht frei” i po przejściu kwarantanny więźniowie byli kierowani do tzw. komand pracy przymusowej. Wyniszczająca, niewolnicza praca, tortury i nikłe porcje żywności służyły zagładzie. Zresztą to było jedno z założeń obozu koncentracyjnego: „Zagłada przez pracę”. Hitlerowcy obliczali, że na wątłym pożywieniu obozowym można było przeżyć około trzech miesięcy. W takich warunkach szerzyły się choroby, a niezdolnych do pracy zabijano.
W obozach Auschwitz grupa niemieckich lekarzy rozpoczęła na szeroką skalę eksperymenty medyczne na więźniach, testowano leki, sztucznie zarażano więźniów groźnymi chorobami głownie tyfusem plamistym i durem brzusznym, wykonywano próbne zabiegi operacyjne. Okryty złą sławą doktor Josef Mengele poddawał doświadczeniom dzieci głównie romskie, karły i bliźniaki. No i oczywiście non stop działały krematoria. Rudolfa Höß pierwszy komendant obozu tak je opisywał:
„Przez wziernik w drzwiach można było widzieć, jak osoby stojące najbliżej przewodów, przez które wrzucono cyklon - natychmiast padały martwe. Blisko jedna trzecia ofiar umierała od razu. Inni zaczynali się tłoczyć, krzyczeć i chwytać powietrze. Wkrótce krzyk obracał się w rzężenie, a po paru minutach wszyscy leżeli. Najdłużej po upływie dwudziestu minut nikt się nie poruszał. Krzyczący, starsi, chorzy, słabi i dzieci padali prędzej niż zdrowi i młodzi. Pół godziny po wrzuceniu gazu otwierano drzwi i włączano wentylację. Natychmiast przystępowano do wyciągania zwłok. Następnie zwłoki przewożono specjalnymi windami na poziom krematorium. Tam więźniowie Sonderkommando wyjmowali zwłokom złote zęby, kobietom obcinano włosy, a otwory ciał przeszukiwano w celu znalezienia ukrytych kosztowności. Potem zwłoki spalano w rozpalonych piecach”.
Oblicza się, że w KL Auschwitz – Birkenau zginęło blisko pięć milionów ludzi.
17 stycznia 1945 r. odbył się tutaj ostatni apel generalny, po czym esesmani zaczęli wielką ewakuację więźniów tzw. Marsze śmierci w głąb Niemiec. Wyzwolenia 27 stycznia 1944 r. przez armię radziecką doczekało na terenie obozu około dziewięciu tys. więźniów.
28 maja 1941 r. przywieziono tu z Pawiaka wraz z trzystu trzema innymi więźniami - franciszkanina z Niepokalanowa, ojca Maksymiliana Marię Kolbego. Otrzymał numer 16670. Przydzielono go do oddziału "Krwawego Krotta", znanego kryminalisty i jednego z najokrutniejszych sadystów SS.
Kapo Krott, kryminalista budzący postrach wśród więźniów, od początku uwziął się na o. Kolbego. Chciał złamać jego ducha i upokorzyć go. Wyznaczał mu nieludzką pracę, bił go, kopał przy każdej okazji i obrzucał stekiem najohydniejszych wyzwisk, katował nieraz tak mocno, że był ojciec Kolbe był ledwie żywy i cały zalewał się krwią.
Pewnego dnia Krott tak dotkliwie pobił zakonnika, że ten stracił przytomność. Przekonany, że nie żyje, polecił innym więźniom przykryć go gałęziami. Koledzy jednak wyciągnęli go i umieścili w rewirze. Ojciec Maksymilian wszystko to znosił heroicznie, dzieląc się nawet swoimi głodowymi porcjami z innymi. Był dla nich podporą. Pocieszał ich jak umiał i zachęcał wszystkich do oddania się w opiekę Niepokalanej. Miał jakąś nadludzką siłę duchową, która dawała mu spokój i pewność, że tu również jest Bóg, że Bóg cierpi razem z nimi, a Matka Boża stoi i pod ich krzyżem boleści.
Pod koniec lipca 1941 roku zdarzyło się, że uciekł jeden z więźniów z bloku o. Kolbego. Wściekły komendant, co dziesiątego wybranego przez siebie więźnia skazał na śmierć głodową. Wśród skazańców znalazł się Franciszek Gajowniczek. Płakał, że osieroci żonę i małe dzieci.
Wtedy z szeregu wystąpił ojciec Maksymilian i po niemiecku powiedział, że on chce pójść na śmierć do bunkra za tego więźnia. Komendant wyraził zgodę.
Z bunkra głodu dochodziły głosy modlitw i pobożnych pieśni. Skazani na śmierć głodową byli tak zatopieni w modlitwie, że nie słyszeli wchodzących esesmanów. Przystosowany do surowych postów o. Kolbe przeżył w bunkrze dwa tygodnie bez kruszyny chleba i kropli wody. Esesmanie się niecierpliwili, więc dobili go zastrzykiem fenolu. Więzień, który przeżył Auschwitz Brunon Borgowiec, który widział ciało ojca Maksymiliana, zeznał, że:
„Ojciec Kolbe siedział na posadzce oparty o ścianę i miał otwarte oczy. Jego ciało było czyściutkie i promieniowało. Jego twarz oblana była blaskiem pogody”.
Franciszek Gajowniczek przeżył wojnę. Z Auschwitz trafił do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, około trzydziestu kilometrów na północ od Berlina. Uwolniony został przez Amerykanów w maju 1945 r. Zmarł śmiercią naturalną w Brzegu. Dożył dziewięćdziesięciu czterech lat. Pochowany jest na cmentarzu zakonnym w Niepokalanowie.
Redakcja KalendarzRolnikow.pl
Zainteresował Cię ten artykuł? Masz pytanie do autora? Napisz do nas tutaj
|