KalendarzRolników.pl
PARTNERZY PORTALU
  • Partner serwisu Kujawsko-Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego
  • ODR Bratoszewice
  • Partner serwisu Krajowa Rada Izb Rolniczych

WYSZUKIWARKA

Historia ks. Stanisława Suchowolca

Opublikowano 02.02.2026 r.
przez Lidia Lasota
30 stycznia 2026 roku mija 37 rocznica śmierci ks. Stanisława Suchowolca. Historia tego kapłana, to jeden z najbardziej przejmujących, a zarazem najmniej rozliczonych epizodów schyłku PRL. Jego życie i śmierć pozostają symbolem przemocy systemowej, która – nawet w ostatnich miesiącach istnienia komunizmu w Polsce – wciąż potrafiła sięgać po ostateczne środki.

Los ks. Suchowolca od początku był ściśle związany z ks. Jerzym Popiełuszką. Gdy młodszy z nich przyjmował święcenia kapłańskie w 1983 roku, Popiełuszko odprawiał już Msze za Ojczyznę, stając się jednym z najbardziej rozpoznawalnych duchownych sprzeciwiających się władzy komunistycznej. Po święceniach Suchowolec trafił do Suchowoli – rodzinnej parafii Popiełuszków. To tam, według relacji bliskich, ks. Jerzy, żegnając się z matką, miał powiedzieć: „Gdyby coś mi się stało, Staszek mnie zastąpi”.

Słowa te szybko nabrały dramatycznej dosłowności. 19 października 1984 roku ks. Jerzy Popiełuszko został porwany i zamordowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Zbrodnia, która wstrząsnęła opinią publiczną w kraju i za granicą, miała złamać opór środowisk skupionych wokół Kościoła i opozycji. Zamiast tego uruchomiła kolejny łańcuch zdarzeń.

Dla ks. Stanisława Suchowolca śmierć Popiełuszki była momentem granicznym. Od tej chwili jego działalność nabrała jednoznacznie opozycyjnego charakteru. Odprawiał Msze za Ojczyznę, angażował się w pomoc represjonowanym, wspierał środowiska robotnicze i podziemną „Solidarność”. W Suchowoli stworzył izbę pamięci poświęconą zamordowanemu kapłanowi i doprowadził do ustawienia symbolicznego grobu oraz krzyża z informacją wprost wskazującą na odpowiedzialność SB za zbrodnię.

Był to otwarty gest sprzeciwu wobec oficjalnej narracji władz. Reakcja aparatu bezpieczeństwa była przewidywalna. Ks. Suchowolec stał się obiektem sprawy operacyjnej o kryptonimie „Suchowola”. Inwigilacja, anonimy, telefony z pogróżkami i próby zastraszania stały się jego codziennością. W listach grożono mu śmiercią „taką samą jak Popiełuszce”.

W 1986 roku został przeniesiony do Białegostoku, do parafii na osiedlu Dojlidy. Tam również nie wycofał się z działalności publicznej. Został kapelanem Konfederacji Polski Niepodległej, podziemnej „Solidarności” oraz Komisji Interwencji i Praworządności. Dla SB był już nie tylko „niepokornym księdzem”, lecz aktywnym uczestnikiem opozycji.

Kilka razy próbowano go fizycznie wyeliminować. Uszkodzono układ kierowniczy jego samochodu, poluzowano śruby w kole innego auta, a na jednej z ulic Białegostoku nieznany sprawca rzucił w niego kamieniem. Sam ksiądz nie miał złudzeń co do skali zagrożenia. Mówił wprost o osaczeniu, zdradzie i permanentnej kontroli ze strony służb.

We wrześniu 1988 roku jego przyjaciele skierowali oficjalny list do Rzecznika Praw Obywatelskich, Ewy Łętowskiej. Opisali w nim bezprawne działania funkcjonariuszy SB i prosili o interwencję. Dokument pozostał bez odpowiedzi. W obawie o życie księdza zorganizowano społeczne dyżury, które miały go chronić.30 stycznia 1989 roku ks. Stanisław Suchowolec został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu na plebanii. 
Zginął tydzień przed rozpoczęciem obrad Okrągłego Stołu. Miał 31 lat. W momencie, gdy system się rozpadał, jego najtwardsze struktury wciąż działały według starych zasad – poza kontrolą, poza prawem, bez rozliczenia.

Ta sprawa pozostaje jednym z najbardziej wymownych dowodów na to, że transformacja ustrojowa w Polsce rozpoczęła się bez pełnej odpowiedzi na pytanie o odpowiedzialność sprawców przemocy państwowej. A niektóre ofiary do dziś nie doczekały się sprawiedliwości.

Tajemnica śmierci ks. Stanisława Suchowolca

30 stycznia 1989 r. w Białymstoku doszło do wydarzenia, które do dziś rodzi więcej pytań niż odpowiedzi. Tego dnia w swoim mieszkaniu na plebanii przy parafii na Dojlidach znaleziono martwego 31-letniego księdza Stanisława Suchowolca. Władze PRL błyskawicznie uznały jego śmierć za nieszczęśliwy wypadek: miał umrzeć na skutek zaczadzenia spowodowanego przez wadliwy grzejnik elektryczny. Śledztwo zakończono, a sprawa – na papierze – przestała istnieć. 

Tymczasem nawet w oficjalnych archiwach Instytutu Pamięci Narodowej istnieją dokumenty, które sprawę stawiają w zupełnie innym świetle. IPN pozyskał akta prokuratorskie dotyczące tej i kilku innych głośnych spraw z końca lat 80., które pokazują, że już w 1989 r. środowiska opozycyjne negowały wersję władz i wskazywały na sprzeczności między oficjalną narracją a faktami. Po latach, już po zmianie ustroju, podjęto kolejne dochodzenie. Nowa analiza wykazała, że przyczyną śmierci był nie wadliwy grzejnik, lecz umyślne podpalenie przy użyciu łatwopalnej substancji. To odkrycie otworzyło możliwość postawienia sprawy w zupełnie innym kontekście, jako potencjalnego zabójstwa. 
Gosposia księdza zeznała nawet, że niedługo przed tragedią widziała w pobliżu plebanii dwóch mężczyzn i kobietę, co mogłoby wskazywać na obecność osób trzecich. Mimo to śledztwo ponownie umorzono z powodu „niewykrycia sprawców”.

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów całej sprawy jest fakt, że wcześniejsze akta dotyczące Suchowolca zostały zniszczone jeszcze w 1989 r., razem z innymi wówczas dokumentami służb. Część z nich przepadła w czasie akcji niszczenia archiwów MSW, która miała miejsce na początku lat 90. i do dziś budzi wiele wątpliwości co do jej legalności i motywacji. Braki w dokumentacji utrudniają pełne odtworzenie przebiegu wydarzeń, a tym samym skuteczne śledztwo. Decyzje procesowe – umorzenia, przyjmowanie wersji o zaczadzeniu, brak jednoznacznych ekspertyz chemicznych dotyczących substancji znalezionej na ubraniach – sprawiają, że sprawa przypomina raczej luźny zbiór hipotez niż zakończone postępowanie prawne.

To spotyka się krytyką części historyków i środowisk opozycyjnych, którzy uważają, że śledztwo powinno zostać nie tyle umorzone, co otwarte na nowo i prowadzone przy pełnym dostępie do archiwów. 

W 2006 r. prokuratorzy IPN stwierdzili, że ks. Suchowolec został zamordowany w wyniku działań funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. To sformułowanie nie doprowadziło jednak do postawienia komukolwiek zarzutów, ani do ujawnienia tożsamości sprawców. Wśród dokumentów pojawiają się wskazania na obecność tajnego współpracownika SB w najbliższym otoczeniu księdza o pseudonimie „Witold”, ale i ten trop nie został nigdy jednoznacznie rozwikłany. 

Śmierć księdza Suchowolca miała miejsce w czasie, gdy PRL, formalnie – szykował się do negocjacji, które miały doprowadzić do transformacji ustrojowej. Tymczasem nawet na tym etapie system potrafił nadal eliminować niewygodnych aktywistów opozycji, w tym duchownych. Po latach pojawiły się w mediach porównania jego przypadku do innych niewyjaśnionych zgonów krytyków władzy z tego samego okresu, które razem tworzą mroczną galerię przemocy politycznej końca XX wieku w Polsce. 
Śledztwo w sprawie śmierci ks. Stanisława Suchowolca to przykład postępowania, które mimo ujawnionych dowodów na udział osób trzecich, sprzeczności w ustaleniach i podejrzeń o celowe działania, nigdy nie doprowadziło do pełnego wyjaśnienia faktów. Zamiast tego mamy:
    • wersję oficjalną sprzed ponad trzech dekad, uznającą śmierć za nieszczęśliwy wypadek,
    • późniejsze ustalenia wskazujące na umyślne podpalenie,
    • kolejne umorzenie postępowań,
    • zniszczone akta i braki w dokumentach,
    • oraz formalne zamknięcie możliwości wznowienia śledztwa przez IPN.

To wszystko sprawia, że śmierć ks. Stanisława Suchowolca pozostaje jedną z najbardziej zagadkowych i kontrowersyjnych spraw polskiej historii najnowszej.

  Lidia Lasota
Zainteresował Cię ten artykuł? Masz pytanie do autora? Napisz do nas tutaj