Historia ks. Stanisława Suchowolca


Los ks. Suchowolca od początku był ściśle związany z ks. Jerzym Popiełuszką. Gdy młodszy z nich przyjmował święcenia kapłańskie w 1983 roku, Popiełuszko odprawiał już Msze za Ojczyznę, stając się jednym z najbardziej rozpoznawalnych duchownych sprzeciwiających się władzy komunistycznej. Po święceniach Suchowolec trafił do Suchowoli – rodzinnej parafii Popiełuszków. To tam, według relacji bliskich, ks. Jerzy, żegnając się z matką, miał powiedzieć: „Gdyby coś mi się stało, Staszek mnie zastąpi”.
Słowa te szybko nabrały dramatycznej dosłowności. 19 października 1984 roku ks. Jerzy Popiełuszko został porwany i zamordowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Zbrodnia, która wstrząsnęła opinią publiczną w kraju i za granicą, miała złamać opór środowisk skupionych wokół Kościoła i opozycji. Zamiast tego uruchomiła kolejny łańcuch zdarzeń.
Dla ks. Stanisława Suchowolca śmierć Popiełuszki była momentem granicznym. Od tej chwili jego działalność nabrała jednoznacznie opozycyjnego charakteru. Odprawiał Msze za Ojczyznę, angażował się w pomoc represjonowanym, wspierał środowiska robotnicze i podziemną „Solidarność”. W Suchowoli stworzył izbę pamięci poświęconą zamordowanemu kapłanowi i doprowadził do ustawienia symbolicznego grobu oraz krzyża z informacją wprost wskazującą na odpowiedzialność SB za zbrodnię.
Był to otwarty gest sprzeciwu wobec oficjalnej narracji władz. Reakcja aparatu bezpieczeństwa była przewidywalna. Ks. Suchowolec stał się obiektem sprawy operacyjnej o kryptonimie „Suchowola”. Inwigilacja, anonimy, telefony z pogróżkami i próby zastraszania stały się jego codziennością. W listach grożono mu śmiercią „taką samą jak Popiełuszce”.
W 1986 roku został przeniesiony do Białegostoku, do parafii na osiedlu Dojlidy. Tam również nie wycofał się z działalności publicznej. Został kapelanem Konfederacji Polski Niepodległej, podziemnej „Solidarności” oraz Komisji Interwencji i Praworządności. Dla SB był już nie tylko „niepokornym księdzem”, lecz aktywnym uczestnikiem opozycji.
Kilka razy próbowano go fizycznie wyeliminować. Uszkodzono układ kierowniczy jego samochodu, poluzowano śruby w kole innego auta, a na jednej z ulic Białegostoku nieznany sprawca rzucił w niego kamieniem. Sam ksiądz nie miał złudzeń co do skali zagrożenia. Mówił wprost o osaczeniu, zdradzie i permanentnej kontroli ze strony służb.
We wrześniu 1988 roku jego przyjaciele skierowali oficjalny list do Rzecznika Praw Obywatelskich, Ewy Łętowskiej. Opisali w nim bezprawne działania funkcjonariuszy SB i prosili o interwencję. Dokument pozostał bez odpowiedzi. W obawie o życie księdza zorganizowano społeczne dyżury, które miały go chronić.30 stycznia 1989 roku ks. Stanisław Suchowolec został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu na plebanii.
Zginął tydzień przed rozpoczęciem obrad Okrągłego Stołu. Miał 31 lat. W momencie, gdy system się rozpadał, jego najtwardsze struktury wciąż działały według starych zasad – poza kontrolą, poza prawem, bez rozliczenia.
Ta sprawa pozostaje jednym z najbardziej wymownych dowodów na to, że transformacja ustrojowa w Polsce rozpoczęła się bez pełnej odpowiedzi na pytanie o odpowiedzialność sprawców przemocy państwowej. A niektóre ofiary do dziś nie doczekały się sprawiedliwości.
Tajemnica śmierci ks. Stanisława Suchowolca
30 stycznia 1989 r. w Białymstoku doszło do wydarzenia, które do dziś rodzi więcej pytań niż odpowiedzi. Tego dnia w swoim mieszkaniu na plebanii przy parafii na Dojlidach znaleziono martwego 31-letniego księdza Stanisława Suchowolca. Władze PRL błyskawicznie uznały jego śmierć za nieszczęśliwy wypadek: miał umrzeć na skutek zaczadzenia spowodowanego przez wadliwy grzejnik elektryczny. Śledztwo zakończono, a sprawa – na papierze – przestała istnieć.
Tymczasem nawet w oficjalnych archiwach Instytutu Pamięci Narodowej istnieją dokumenty, które sprawę stawiają w zupełnie innym świetle. IPN pozyskał akta prokuratorskie dotyczące tej i kilku innych głośnych spraw z końca lat 80., które pokazują, że już w 1989 r. środowiska opozycyjne negowały wersję władz i wskazywały na sprzeczności między oficjalną narracją a faktami. Po latach, już po zmianie ustroju, podjęto kolejne dochodzenie. Nowa analiza wykazała, że przyczyną śmierci był nie wadliwy grzejnik, lecz umyślne podpalenie przy użyciu łatwopalnej substancji. To odkrycie otworzyło możliwość postawienia sprawy w zupełnie innym kontekście, jako potencjalnego zabójstwa.
Gosposia księdza zeznała nawet, że niedługo przed tragedią widziała w pobliżu plebanii dwóch mężczyzn i kobietę, co mogłoby wskazywać na obecność osób trzecich. Mimo to śledztwo ponownie umorzono z powodu „niewykrycia sprawców”.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów całej sprawy jest fakt, że wcześniejsze akta dotyczące Suchowolca zostały zniszczone jeszcze w 1989 r., razem z innymi wówczas dokumentami służb. Część z nich przepadła w czasie akcji niszczenia archiwów MSW, która miała miejsce na początku lat 90. i do dziś budzi wiele wątpliwości co do jej legalności i motywacji. Braki w dokumentacji utrudniają pełne odtworzenie przebiegu wydarzeń, a tym samym skuteczne śledztwo. Decyzje procesowe – umorzenia, przyjmowanie wersji o zaczadzeniu, brak jednoznacznych ekspertyz chemicznych dotyczących substancji znalezionej na ubraniach – sprawiają, że sprawa przypomina raczej luźny zbiór hipotez niż zakończone postępowanie prawne.
To spotyka się krytyką części historyków i środowisk opozycyjnych, którzy uważają, że śledztwo powinno zostać nie tyle umorzone, co otwarte na nowo i prowadzone przy pełnym dostępie do archiwów.
W 2006 r. prokuratorzy IPN stwierdzili, że ks. Suchowolec został zamordowany w wyniku działań funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. To sformułowanie nie doprowadziło jednak do postawienia komukolwiek zarzutów, ani do ujawnienia tożsamości sprawców. Wśród dokumentów pojawiają się wskazania na obecność tajnego współpracownika SB w najbliższym otoczeniu księdza o pseudonimie „Witold”, ale i ten trop nie został nigdy jednoznacznie rozwikłany.
Śmierć księdza Suchowolca miała miejsce w czasie, gdy PRL, formalnie – szykował się do negocjacji, które miały doprowadzić do transformacji ustrojowej. Tymczasem nawet na tym etapie system potrafił nadal eliminować niewygodnych aktywistów opozycji, w tym duchownych. Po latach pojawiły się w mediach porównania jego przypadku do innych niewyjaśnionych zgonów krytyków władzy z tego samego okresu, które razem tworzą mroczną galerię przemocy politycznej końca XX wieku w Polsce.
Śledztwo w sprawie śmierci ks. Stanisława Suchowolca to przykład postępowania, które mimo ujawnionych dowodów na udział osób trzecich, sprzeczności w ustaleniach i podejrzeń o celowe działania, nigdy nie doprowadziło do pełnego wyjaśnienia faktów. Zamiast tego mamy:
• wersję oficjalną sprzed ponad trzech dekad, uznającą śmierć za nieszczęśliwy wypadek,
• późniejsze ustalenia wskazujące na umyślne podpalenie,
• kolejne umorzenie postępowań,
• zniszczone akta i braki w dokumentach,
• oraz formalne zamknięcie możliwości wznowienia śledztwa przez IPN.
To wszystko sprawia, że śmierć ks. Stanisława Suchowolca pozostaje jedną z najbardziej zagadkowych i kontrowersyjnych spraw polskiej historii najnowszej.
| Lidia Lasota
Zainteresował Cię ten artykuł? Masz pytanie do autora? Napisz do nas tutaj
|




_ulnl.jpg)




























































.jpg_muau.jpg)


































