KalendarzRolników.pl
PARTNERZY PORTALU
  • Partner serwisu Krajowa Rada Izb Rolniczych
  • ODR Bratoszewice
  • Partner serwisu Kujawsko-Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego

WYSZUKIWARKA

Całun Turyński - milcząca wiadomość od Chrystusa

Opublikowano 02.03.2026 r.
przez Lidia Lasota
Całun Turyński od wieków fascynuje, porusza i dzieli ludzi na całym świecie. Dla jednych jest bezcenną relikwią chrześcijaństwa, symbolem wiary i duchowej bliskości Jezusa Chrystusa, dla innych – tajemniczą zagadką historyczną i naukową, która wciąż wymyka się jednoznacznym wyjaśnieniom i interpretacjom. 

Według tradycji jest to lniane płótno, w które po śmierci owinięto ciało Jezusa z Nazaretu i złożono w grobie. Na tkaninie widoczny jest wizerunek mężczyzny z wyraźnymi śladami tortur i ukrzyżowania – zgodnych z opisami ewangelicznymi. Obraz jest zarówno realistyczny, jak i pełen tajemniczej głębi, wywołując u obserwatora mieszankę zdumienia, zadumy i respektu.

Historia Całunu Turyńskiego jest udokumentowana od 1357 roku, kiedy to po raz pierwszy wspomniano o nim w miejscowości Lirey we Francji. Wcześniejsze losy płótna pozostają przedmiotem licznych badań, hipotez i spekulacji. Jedna z najbardziej uznawanych teorii mówi, że relikwia była przechowywana w Edessie, później w Konstantynopolu, a po IV krucjacie trafiła na teren Europy Zachodniej. Niektóre źródła sugerują również, że przez pewien czas znajdowała się pod opieką templariuszy, którzy mogli pełnić funkcję strażników świętego artefaktu, chroniąc go przed zniszczeniem i kradzieżą. Mimo że wiele z tych informacji nie zostało jednoznacznie potwierdzonych, pozwalają one uchwycić atmosferę średniowiecznych tajemnic i świętego respektu wobec przedmiotów sakralnych.

Dziś Całun przechowywany jest w katedrze św. Jana Chrzciciela w Turynie. Na jego powierzchni widać ślady dramatycznego pożaru z 1532 roku w Chambéry. Wówczas srebrna skrzynia, w której spoczywała relikwia, zaczęła się topić, grożąc całkowitym zniszczeniem płótna. Czterech mężczyzn, w tym dwóch franciszkanów, ryzykując życie, wydobyło je z ognia. Niestety tkanina została nadpalona w 48 miejscach. Dwa lata później klaryski wszyły szesnaście trójkątnych łat, a dodatkowe płótno ochronne zostało podszyte od spodu, by zabezpieczyć relikwię przed dalszymi uszkodzeniami. Ten dramatyczny incydent jest dowodem niezwykłej determinacji ludzi, którzy przez wieki traktowali Całun jako coś więcej niż zwykłą tkaninę – jako święty zapis cierpienia i ofiary.

Przełom w badaniach nad Całunem nastąpił w 1898 roku. Włoski fotograf Secondo Pia, działając na prośbę władz kościelnych, uzyskał zgodę na wykonanie zdjęć płótna. Gdy w improwizowanej ciemni w katedrze wywoływał szklaną kliszę, odkrył coś, co wstrząsnęło światem – negatyw fotograficzny ujawnił realistyczne i wyraźne oblicze mężczyzny, którego obecność wydawała się niemal namacalna. Okazało się, że obraz na płótnie zachowuje cechy fotograficznego negatywu: w negatywie ujawnia się pełen bólu, a zarazem majestatyczny wizerunek cierpiącego człowieka. To odkrycie natychmiast obiegło prasę całego świata, wywołując lawinę dyskusji i spekulacji na temat autentyczności Całunu.
Secondo Pia został początkowo oskarżony o manipulację, jednak kolejne fotografie wykonane w 1931 roku w obecności licznych świadków potwierdziły niezwykły charakter obrazu. Od tego czasu Całun stał się przedmiotem setek badań naukowych – chemicznych, biologicznych, fizycznych, medycznych i historycznych. Analizowano włókna tkaniny, skład chemiczny śladów krwi, układ ran i proporcje ciała, a także strukturę obrazową widoczną w świetle ultrafioletowym i pod mikroskopem. Badacze starali się ustalić, czy obraz powstał w sposób naturalny, czy też mógł być efektem celowego artystycznego działania. Do dziś żadna z prób wytłumaczenia powstania obrazu za pomocą znanych metod malarskich czy chemicznych nie dała jednoznacznego rezultatu.

Kościół katolicki nie ogłosił definitywnie autentyczności relikwii, pozostawiając ją osobistemu osądowi wiernych. Jednak liczne analizy wskazują na zadziwiającą zgodność obrazu z realiami I wieku: anatomia ran, ślady krwi, ułożenie ciała i detale ukrzyżowania są spójne z przekazami ewangelicznymi. Co więcej, niektórzy badacze, którzy wcześniej deklarowali się jako ateiści, pod wpływem analiz nad Całunem przyznawali, że zetknęli się z czymś, czego nie potrafili wyjaśnić wyłącznie w kategoriach naturalnych. Zjawisko to jest przykładem, jak obiekt materialny może wywołać doświadczenie głębokiej refleksji i duchowej kontemplacji.

Dlaczego Całun wciąż wywołuje emocje? Być może dlatego, że nie jest jedynie zabytkiem. Jest świadectwem cierpienia konkretnego człowieka, zapisanym w sposób niewyobrażalnie precyzyjny i realistyczny. Obraz nie powstał przy użyciu farb – nie ma śladów pędzla, pigmentów ani żadnej klasycznej techniki malarskiej. To jakby zapis energetyczny chwili śmierci – zakodowana wiadomość sprzed dwóch tysięcy lat. Każdy szczegół – od ran na nadgarstkach, przez ukrwienie twarzy, po subtelne oznaki cierpienia mięśni – wydaje się być zarejestrowany w sposób niemal fotograficzny.

Dla człowieka XXI wieku, wychowanego w kulturze obrazu i technologii, Całun przemawia językiem nauki. Im bardziej rozwija się technika i metody badawcze, tym więcej szczegółów odkrywają naukowcy: analizy DNA, badania pyłków roślinnych, testy radioizotopowe i skany trójwymiarowe. Płótno zdaje się mówić: „Spójrz uważnie. Oto prawda, którą trudno przekazać słowami”. Oglądając Całun, człowiek doświadcza kontaktu z czymś, co łączy w sobie sacrum i naukę, historię i tajemnicę, cierpienie i nadzieję.

Można więc postawić pytanie: czy Całun jest tylko relikwią, czy może świadectwem? Czy mamy do czynienia z przedmiotem kultu, czy z dokumentem Męki? Niezależnie od odpowiedzi, Całun pozostaje jednym z najbardziej zagadkowych i poruszających artefaktów w dziejach ludzkości – milczącą, lecz niezwykle wymowną opowieścią o cierpieniu, miłości, ofierze i transcendentnej tajemnicy, która wciąż potrafi poruszyć serca milionów ludzi na całym świecie. To niezwykłe płótno, które milczy, a jednocześnie mówi więcej niż tysiące słów, pozostaje symbolem głębokiego humanizmu i duchowej kontemplacji.

  Lidia Lasota
Zainteresował Cię ten artykuł? Masz pytanie do autora? Napisz do nas tutaj