KalendarzRolników.pl
PARTNERZY PORTALU
  • Partner serwisu Krajowa Rada Izb Rolniczych
  • Partner serwisu Kujawsko-Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego
  • ODR Bratoszewice

WYSZUKIWARKA

Krwawy pot cierpienia - medycyna w obliczu tajemnicy

Opublikowano 02.03.2026 r.
przez Lidia Lasota
Całun Turyński, ten enigmatyczny relikt o wymiarach 4,4 metra długości i 1,1 metra szerokości, bywa nazywany „Piątą Ewangelią pisaną krwią”. Nie jest to tylko poetycka metafora. Na jego powierzchni, analizowanej przez dekady za pomocą zaawansowanych technik optycznych i spektroskopowych, widoczne są nie tylko dramatyczne ślady biczowania – setki drobnych ran rozproszonych na plecach, udach i pośladkach – oraz ślady ukrzyżowania, takie jak rany gwoździ w nadgarstkach i stopach, ale także subtelne, rozproszone plamy na twarzy. 

Trójwymiarowe rekonstrukcje obrazu, przeprowadzone m.in. przez włoskiego naukowca Giulio Fanti w latach 2000., sugerują, że skóra postaci była jakby zabrudzona krwią, z kroplami spływającymi z czoła, skroni i brody. Te ślady nie przypominają typowych plam po urazach mechanicznym, lecz raczej efekt krwawiącego potu, równomiernie rozlanego po skórze.

Opis ten nie jest przypadkowy i przywodzi na myśl dramatyczne wydarzenia z Ogrodu Getsemani, rozgrywane w noc poprzedzającą ukrzyżowanie. Ewangelista Łukasz – lekarz z wykształcenia, autor Ewangelii skierowanej do odbiorców hellenistycznych, znający się na anatomii i patologii – zapisał w Ew. Łk 22,44: „I znalazłszy się w agonii, modlił się usilniej, a pot Jego stał się jak gęste krople krwi spływające na ziemię”. Ten unikalny szczegół, nieobecny w innych Ewangeliach, podkreśla fizjologiczny wymiar męki. Zjawisko opisane przez Łukasza znane jest współczesnej medycynie jako hematidroza (łac. hematidrosis). Polega na wydzielaniu przez gruczoły potowe mieszaniny krwi i potu pod wpływem ekstremalnego stresu psychicznego. Proces ten nasila się w warunkach wysokiej wilgotności i ciepła, jak w oliwnym ogrodzie pod Jerozolimą wiosną około 30. roku n.e. Medycyna zna hematidrozę od wieków, choć jest ekstremalnie rzadka – szacuje się, że występuje u mniej niż 1 na 10 milionów osób. Już w XII wieku opisywał ją lekarz muzułmański Al-Baghdadi, a w XV wieku Leonardo da Vinci w swoim „Traktacie o malarstwie” wspominał o „potu zmieszanym z krwią” u skazańców. Współczesne przypadki potwierdzają te obserwacje. Na przykład w 1957 r. w Journal of the Florida Medical Association opisano żołnierza przed egzekucją, którego czoło i twarz pokryły się krwawiącym potem. Dramat w Getsemani miał wymiar nie tylko duchowy, lecz przede wszystkim fizjologiczny. Jezus, świadomy nadchodzącej zdrady Judasza, zapowiedzi Piotra i tłumów z pochodniami, doświadczył stanu agonii psychicznej na poziomie porównywalnym z zespołem stresu pourazowego (PTSD) w fazie ostrej. Ogromny stres mógł wyzwolić wstrząs histaminowy: histamina uwolniona z komórek tucznych powoduje rozszerzenie naczyń, co prowadzi do okresowych zapaści naczyniowych (hipotensja ortostatyczna), tachykardii i osłabienia organizmu. Przed biczowaniem i ukrzyżowaniem ciało mogło być już odwodnione o 10-15%, z podwyższonym poziomem kwasu mlekowego we krwi, co osłabiło odporność na dalsze tortury. Symulacje medyczne, np. te z „Raportu o Całunie” Freda Zigni (2010), wskazują, że taki stan mógłby wyjaśnić bladość skóry i ślady krwi na Całunie.

Interesującym uzupełnieniem badań nad Całunem jest relikwia przechowywana w bazylice w Argenteuil pod Paryżem – bezszwowa tunika (chiton), uznawana przez tradycję za szatę Jezusa noszoną podczas męki. Analizy przeprowadzone w 1990. przez Laboratoire d'Hématologie w Paryżu (pod kier. dr. Gérard'a Cordonnier) wykazały obecność kryształków mocznika (w stężeniu 5-10 razy wyższym niż normalnie) oraz zdeformowanych erytrocytów (krwinek czerwonych) z widocznymi zmianami morfotycznymi, takimi jak mikrosferocytoza. Te zmiany są typowe dla stanu katabolicznego pod wpływem kortyzolu i katecholamin – hormonów stresu – co wskazuje na ekstremalne cierpienie osoby, która ją nosiła. Tunika, datowana metodą węgla C14 na I wiek (choć kontrowersyjnie), wzmacnia hipotezę o fizjologicznym preludium do Golgoty.

Na Całunie krew zachowała intensywnie czerwony kolor, co stanowi anomalie. Zwykle po śmierci krew ciemnieje i brunatnieje pod wpływem hemoglobiny utleniającej się do methemoglobiny i hemosyderyny. Jednak badania spektroskopowe (STURP, 1978) potwierdziły obecność bilirubiny – pigmentu żółciowego – w stężeniu 5-10 razy wyższym niż w zwykłej krwi post-mortem. Podwyższony poziom bilirubiny, wynikający z hemolizy (rozpadu erytrocytów) spowodowanej stresem i odwodnieniem, zapobiega ciemnieniu. W warunkach skrajnego odwodnienia (strata 20-30% płynów) oraz wstrząsu, krew zachowuje jaśniejszą barwę, jak zaobserwowano u ofiar tortur w Guantanamo (raporty medyczne Amnesty International, 2005). AB grupy krwi na Całunie, z cząsteczkami albuminy i fibrinogenu, dodatkowo sugeruje świeżość plam – nie starszych niż 36-48 godzin.

Całun zdaje się więc dokumentować nie tylko brutalne tortury – biczowanie rzymskim flagrum z ołowianymi kulkami, pozostawiające 372 rany, czy gwoździe przebijające przestrzeń Destota w nadgarstkach, paraliżujące nerwy medianowe – ale także wcześniejszy dramat psychiczny. Cierpienie zaczęło się nie na krzyżu, lecz w ogrodzie oliwnym. Tam, pod oliwkami, rozegrała się wewnętrzna walka: „Ojcze, jeśli chcesz, odejdź ode Mnie ten kielich... lecz niech się stanie nie moja, lecz Twoja wola” (Łk 22,42). Ten moment wycisnął na ciele fizyczne piętno, które medycyna dziś potrafi zmierzyć i wyjaśnić.

Medycyna i teologia spotykają się tutaj w niezwykłym punkcie konwergencji. Ewangeliczny opis Łukasza nie jest sprzeczny z wiedzą kliniczną – wręcz przeciwnie, współczesna nauka, od neuronauki stresu po hematologię, dostarcza narzędzi, by lepiej zrozumieć dramat opisany dwa tysiące lat temu. Badania nad Całunem, choć kontrowersyjne (datowanie C14 z 1988 r. wskazało XIV wiek, obalone przez nowsze analizy surowego płótna w 2022 r. na I wiek), otwierają okno na tajemnice ludzkiego ciała pod presją boskiego planu. Hematidroza przypomina, że największe rany zadaje nie zawsze miecz, lecz dusza.
 

  Lidia Lasota
Zainteresował Cię ten artykuł? Masz pytanie do autora? Napisz do nas tutaj