KalendarzRolników.pl
PARTNERZY PORTALU
  • Partner serwisu Krajowa Rada Izb Rolniczych
  • Partner serwisu Kujawsko-Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego
  • ODR Bratoszewice

WYSZUKIWARKA

Matka - widzialny obraz miłości Boga... historia św. Joanny Beretta Moll

Opublikowano 28.05.2026 r.
przez Lidia Lasota
Dzień Matki jest jednym z najbardziej wzruszających świąt w całym roku. To dzień, w którym zatrzymujemy się pośród codziennego pośpiechu i wracamy pamięcią do osoby, która była przy nas od pierwszego oddechu. Matka to pierwsze ramiona, które nas tuliły, pierwsze oczy, które patrzyły na nas z zachwytem i pierwsze serce, które pokochało nas bez żadnych warunków.

Kiedy człowiek jest dzieckiem, często nie rozumie ogromu miłości swojej mamy. Przyjmuje ją jak coś oczywistego. Dopiero z biegiem lat odkrywa, ile kosztowały ją nieprzespane noce, troski, łzy, modlitwy i wyrzeczenia. To właśnie matka najczęściej pierwsza zauważa nasz ból, zanim jeszcze wypowiemy słowa. To ona wyczuwa smutek ukryty pod uśmiechem i niepokój schowany za milczeniem.

Pewien starszy człowiek opowiadał kiedyś historię ze swojego dzieciństwa. Był na wielkim targu razem z mamą. Miał zaledwie kilka lat i w ogromnym tłumie trzymał się kurczowo jej spódnicy. Czuł się bezpieczny, spokojny i szczęśliwy, bo wiedział, że mama jest obok. Nagle jednak ktoś przeszedł między ludźmi, chłopiec puścił materiał i po chwili z przerażeniem odkrył, że stoi obok obcej kobiety. Zaczął płakać, bo zrozumiał, że zgubił osobę, która była dla niego całym światem.

Tak właśnie działa obecność matki. Daje człowiekowi poczucie bezpieczeństwa. Nawet dorosły człowiek, mający własną rodzinę, własny dom i własne obowiązki, w głębi serca nadal potrzebuje matczynej miłości.

Nieprzypadkowo mówi się, że kiedy Bóg stworzył świat, pozostawił na nim swój widzialny obraz – matkę. Właśnie dlatego Dzień Matki jest czymś więcej niż tylko tradycją. Jest przypomnieniem o świętości codziennej miłości.

Jednym z najpiękniejszych przykładów takiej miłości była św. Joanna Beretta Molla. Urodziła się we Włoszech w 1922 roku. Była kobietą nowoczesną, pełną energii i pasji. Studiowała medycynę, została lekarką, uwielbiała góry, jazdę na nartach, muzykę i sztukę. Kochała życie. Była elegancka, uśmiechnięta i niezwykle pogodna.

Jej syn Pierluigi wspominał po latach, że mama zabierała go w góry i na narty. W czasach, kiedy niewiele kobiet uprawiało alpinizm, Joanna zdobywała szczyty, wspinała się z liną i czekanem, a nawet kilkakrotnie zdobyła Mont Blanc. Była kobietą odważną i pełną radości życia.

Ale największym powołaniem Joanny było macierzyństwo. Kiedy poznała inżyniera Piotra Mollę, wiedziała, że chce stworzyć rodzinę opartą na miłości i wierze. Na kilka dni przed ślubem pisała do niego: „Chciałabym, aby nasza nowa rodzina mogła się stać jakby wieczernikiem zjednoczonym wokół Jezusa”.

To niezwykle ważne zdanie pokazuje, czym dla niej było małżeństwo. Nie traktowała go jako chwilowego zauroczenia czy wygodnego układu. Dla niej miłość była drogą do Boga.

Po ślubie Joanna i Piotr stworzyli piękną rodzinę. Urodziło im się troje dzieci: Pierluigi, Mariolina i Laura. Joanna potrafiła godzić pracę lekarza z obowiązkami żony i mamy. Każdego dnia starała się być obecna dla swoich dzieci i męża.

Jej syn wspominał, że mama codziennie uczestniczyła we Mszy Świętej. Wiara nie była dla niej dodatkiem do życia, ale jego fundamentem. W pacjentach widziała cierpiącego Chrystusa, dlatego leczyła nie tylko ciało, ale także serce.

W 1961 roku Joanna spodziewała się czwartego dziecka. Wtedy wydarzyło się coś dramatycznego. Lekarze wykryli u niej nowotwór. Jako lekarz doskonale rozumiała swoją sytuację. Wiedziała, że może podjąć leczenie, które uratuje jej życie, ale zabije dziecko. Mogła również odmówić terapii i narazić własne życie, aby ocalić nienarodzoną córkę.

W świecie nastawionym na wygodę i własne bezpieczeństwo decyzja Joanny wydaje się niezrozumiała. Ona jednak nie miała wątpliwości. Powtarzała: „Ratujcie dziecko, nie mnie. Ono ma prawo żyć”.

To nie była decyzja fanatyczki. Joanna kochała życie. Chciała żyć dla męża i dzieci. Planowała przyszłość, prosiła męża o przywiezienie z Paryża żurnali mody, myślała o kolejnych latach rodzinnego szczęścia. Ale jednocześnie wiedziała, że prawdziwa miłość czasem wymaga ofiary.

Jej córka Gianna Emanuela wspominała po latach, że mama wierzyła całym sercem w Bożą Opatrzność. Modliła się intensywnie i ufała, że wszystko jest w rękach Boga.

Poród odbył się w Wielką Sobotę 1962 roku. Na świat przyszła zdrowa dziewczynka – Gianna Emanuela. Niestety stan Joanny gwałtownie się pogarszał. Wdało się zakażenie, którego medycyna tamtych czasów nie potrafiła skutecznie leczyć.

Joanna cierpiała niewyobrażalnie. Nie chciała jednak środków odurzających, ponieważ pragnęła do końca być świadoma i słyszeć głosy swoich dzieci.

Zmarła 28 kwietnia 1962 roku. Miała zaledwie 39 lat.

Jan Paweł II ogłosił ją świętą w 2004 roku. Na uroczystości kanonizacji obecny był jej mąż oraz dzieci. Papież nazwał jej życie „hymnem na cześć życia”.

Historia św. Joanny Beretty Molli przypomina światu, że macierzyństwo nie jest jedynie biologiczną funkcją. Jest powołaniem do miłości heroicznej.

Joanna Beretta Molla była kobietą niezwykle nowoczesną jak na swoje czasy. Urodziła się w 1922 roku we Włoszech, w rodzinie głęboko wierzącej. Miała jedenaścioro rodzeństwa. Jej dom rodzinny był miejscem modlitwy, miłości i wzajemnego szacunku.

Już jako młoda dziewczyna Joanna wyróżniała się pogodą ducha. Uwielbiała sport, szczególnie góry i narty. Jej syn Pierluigi wspominał, że mama była alpinistką i zdobywała Mont Blanc. Jeździła motocyklem, prowadziła samochód i interesowała się modą. Kochała koncerty, teatr i sztukę.
To niezwykle ważne, ponieważ świętość Joanny nie polegała na ucieczce od życia. Przeciwnie – ona kochała życie całym sercem.

Kiedy została lekarką, traktowała swój zawód jak powołanie. Szczególnie troszczyła się o ludzi biednych i chorych. W każdym pacjencie widziała cierpiącego Chrystusa.
W 1954 roku poznała Piotra Mollę. Był inżynierem, człowiekiem spokojnym i odpowiedzialnym. Ich miłość rozwijała się bardzo szybko.

Joanna pisała do narzeczonego niezwykle piękne słowa: „Powiedz, co mogę zrobić, by uczynić Cię szczęśliwym”.

To zdanie brzmi dziś niemal rewolucyjnie. W świecie skupionym na własnych potrzebach Joanna uczyła miłości, która myśli przede wszystkim o drugim człowieku.

Ich małżeństwo było pełne ciepła i wzajemnego szacunku. Lubili wspólnie podróżować, chodzić po górach i spędzać czas z dziećmi. Joanna była szczęśliwą żoną i mamą.

Macierzyństwo uważała za wielki dar Boga. Pisała: „Macierzyństwo może być źródłem wielkiej radości, ale może także stać się źródłem cierpień. Wówczas miłość staje się próbą heroiczną”.
W 1961 roku, kiedy oczekiwała narodzin czwartego dziecka, lekarze odkryli u niej nowotwór.

Zaproponowano jej kilka możliwości leczenia. Dwie z nich wymagały przerwania ciąży. Joanna nie zgodziła się. Wybrała ryzykowną operację, która dawała szansę uratowania dziecka.
Powtarzała: „Jeśli musicie wybierać między mną a dzieckiem, wybierzcie dziecko”. 

Dla współczesnego świata takie słowa bywają niezrozumiałe. Tymczasem Joanna nie kierowała się ideologią, ale miłością. Wielki Piątek 1962 roku był dla niej początkiem ostatniej drogi. W Wielką Sobotę urodziła zdrową córkę.

Niestety po porodzie doszło do zakażenia organizmu. Joanna cierpiała ogromny ból.
Jej syn Pierluigi wspominał po latach ostatnie pożegnanie z mamą. Miał wtedy zaledwie pięć lat. Pamiętał jej spojrzenie i niezwykły uścisk, gdy wychodziła do szpitala. Joanna zmarła tydzień później. Miała świadomość zbliżającej się śmierci. Prosiła, aby mogła słyszeć głosy swoich dzieci. Nie chciała utracić świadomości.

Świętość nie polegała na nadzwyczajnych wizjach czy cudach. Polegała na wiernej miłości do końca.
Jan Paweł II, który kanonizował ją w 2004 roku, widział w niej wzór dla współczesnych rodzin.

Dzień Matki jest doskonałą okazją, by przypomnieć sobie o takich kobietach.

Matki są często cichymi bohaterkami naszych domów. Ich praca bywa niedoceniana, a poświęcenie traktowane jak coś oczywistego.

A przecież to właśnie matka pierwsza uczy dziecko miłości.

Fot. 1

  Lidia Lasota
Zainteresował Cię ten artykuł? Masz pytanie do autora? Napisz do nas tutaj