KalendarzRolników.pl
Nie masz jeszcze konta?

Partnerzy portalu

Partner serwisu Województwo Podlaskie
Partner serwisu Anwil Grupa Orlen
Partner serwisu Polski Cukier
Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi w Warszawie
Krajowa Rada Izb Rolniczych
KRAJOWY OŚRODEK WSPARCIA ROLNICTWA
27 maja 2020

Wyszyński - Prymas niezłomny

Podobno kardynał Stefan Wyszyński w brewiarzu przechowywał dwie kartki. Na jednej zapisane były nazwiska księży, którzy odeszli z kapłaństwa, i za których się modlił, a na drugiej nazwisko swojego oprawcy Bolesława Bieruta. Mówił: „Codziennie modlę się za niego, gdyż był to człowiek, który dokonał w życiu złych wyborów”. Ci, którzy poznali ks. prymasa, byli przekonani o jego osobistej świętości. 

„NIE MA TAKIEJ KRZYWDY, KTÓREJ BY NIE MOŻNA PRZEBACZYĆ…”

Bolesław Bierut był „czarnym charakterem” polskiego komunizmu, sprawującym władzę w interesie Kremla, całkowicie posłusznym Stalinowi, który wydawał mu polecenia osobiście lub telefonicznie. Podejmował intensywne starania o utrzymanie w Polsce specjalnych jednostek NKWD. Nie miał litości dla żołnierzy podziemia niepodległościowego. Nie skorzystał z prawa łaski wobec tysięcy więźniów politycznych. Rządy Bieruta naznaczone były terrorem i represjami. Był prześladowcą prymasa Wyszyńskiego i wydał nakaz jego aresztowania. Mimo tego, gdy Wyszyński dowiedział się, że Bierut nie żyje, natychmiast się za niego pomodlił. W swoich „Zapiskach” zanotował:  „Pragnę modlić się o miłosierdzie Boże dla człowieka, który mnie skrzywdził. Jutro odprawię Mszę św. za zmarłego. Już teraz odpuszczam memu winowajcy, ufny, że sprawiedliwy Bóg znajdzie w tym życiu jaśniejsze czyny, które zjednają Boże Miłosierdzie”

Świętość ks. prymasa ujawniła się najbardziej jaskrawo w czasie jego uwięzienia. Swoją postawą pokazywał, jak kochać wszystkich, także tych, którzy skrzywdzili, zdradzili, czy oszukali. Modlił się za wszystkich swoich prześladowców: za tych, którzy przyszli go aresztować, którzy pilnowali go w kolejnych miejscach odosobnienia. Pisał, że: „nie ma takiej krzywdy, której by nie można przebaczyć”. W „Zapiskach więziennych” znajdujemy taki fragment: „Przebaczam wszystkim moim nieprzyjaciołom i tym, którzy są blisko mnie, i tym, którzy są daleko, i wydaje im się, że wszystko mogą”. Słowa przebaczenia zawarł też w swoim testamencie: „Uważam sobie za łaskę, że mogłem dać świadectwo prawdzie jako więzień polityczny przez trzyletnie więzienie i że uchroniłem się przed nienawiścią do moich rodaków sprawujących władzę w państwie. Świadom wyrządzonych mi krzywd, przebaczam im z serca wszystkie oszczerstwa, którymi mnie zaszczycili”.

NIESPODZIEWANA NOMINACJA 

Śmierć prymasa Polski Augusta Hlond - 22.10.1948 r., w wieku sześćdziesięciu siedmiu lat – była zaskoczeniem. Do Szpitala Sióstr Elżbietanek w trafił kilka dni wcześniej z powodu zapalenia wyrostka robaczkowego. Dla niektórych badaczy historii okoliczności zgonu Hlonda są podejrzane. Jeszcze większym zaskoczeniem była nominacja na jego następcę młodego czterdziestosiedmioletniego ordynariusza lubelskiego, najmłodszego członka Episkopatu Polski, biskupa zaledwie z dwuletnim stażem. 

Tak więc po śmierci Augusta Hlonda w 1948 r. bp Stefan Wyszyński został mianowany arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim oraz prymasem Polski. Podobno gdy jechał na ingres na jezdni rozsypane były gwoździe i jego szofer trzykrotnie zmuszony był zmieniać opony. 

Śmierć kard. Hlonda była na rękę reżimowi komunistycznemu. Osłabiła pozycję Kościoła w Polsce, ponieważ utracił on charyzmatycznego przywódcę cieszącego się autorytetem nie tylko w kraju, ale również w świecie. Nie spodziewali się, że oto Kościół w Polsce zyskał wybitnego, historycznego lidera, który wykreuje przyszłego papieża z Polski i zostanie przez niego nazwany „Prymasem Tysiąclecia”. 

WOJENNA BIOGRAFIA PRYMASA 

Stefan Wyszyński urodził się w 1901 r. we wsi Zuzela na pograniczu Podlasia i Mazowsza. Gdy miał dziewięć  lat umarła jego trzydziestotrzyletnia mama. Wstąpił do seminarium duchownego we Włocławku. W czasie II wojny światowej opuścił Włocławek, gdyż był imiennie poszukiwany przez Gestapo. Musiał się ukrywać. Jego publikacje o hitleryzmie, zamieszczone na łamach „Ateneum Kapłańskiego” oznaczały wyrok śmierci. Wyjechał do Kozłówki na Lubelszczyźnie, gdzie jako kapelan zaopiekował się zakonnicami i niewidomymi dziećmi, uciekinierami z zakładu w Laskach, który został zniszczony na początku wojny. 
W 1941 r. po obławie niemieckiej żandarmerii uciekł do folwarku w Nasutowie, a stamtąd wyjechał do Zakopanego. Tam został zatrzymany przez gestapo i kilka godzin przetrzymywany w katowni „Palace” czyli katowni Podhala która mieściła się w hotelu przy ul . Chałubińskiego 7.  

W połowie 1942 r. ks. Wyszyński przyjechał do Lasek, które stały się jego domem do końca wojny. Przez ten czas zżył mieszkańcami Lasek, a przede wszystkim z niewidomą założycielką ośrodka matką Różą Czacką. 

Gdy miejscowi akowcy wyruszali do akcji, ks. Wyszyński rozpoczynał w ich intencji nocne adoracje Najświętszego Sakramentu. Wiosną 1944 r. sam wstąpił do Armii Krajowej. Został kapelanem okręgu wojskowego Żoliborz-Kampinos. Przybrał pseudonim Radwan III. 

Podobno pewnego razu, gestapowcy poszukiwali ks. Wyszyńskiego, a on w tym czasie spacerował po lesie i modlił się. Nie wiedzieli, jak ksiądz wygląda, zapytali go gdzie mieszka prof. Wyszyński. Wskazał im swój dom i poszedł w drugą stronę.

W przeddzień wybuchu Powstania Warszawskiego poświecił szpitalik, do którego następnego dnia trafili ranni. Spowiadał, odprawiał Msze św., rozgrzeszał, przygotowywał na śmierć. Ranni powstańcy zawierzali mu wszystkie swoje pragnienia, prosili nawet, aby był przy ich operacjach. 

Mimo wszystkich wojennych okropności oraz zła jakiego doświadczył od Niemców – w 1965 r. jako kardynał wystosował  „Orędzie biskupów polskich do biskupów niemieckich, w którym znalazło się to słynne zdanie": „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". Odnosiło się ono zarówno do czasów wojny, jak i trudnych dla miejscowej ludności zmian granic po 1945 r.  Polskie władze przyjęły list jako nie patriotyczny, oskarżali biskupów o zdradę, a Wyszyński stał się wrogiem władzy ludowej. 

POROZUMIENIE PAŃSTWO – KOSCIÓŁ 

W grudniu 1948 r.  powstała w Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Nieustanne prześladowania ze strony komunistów: szantaże, przesłuchania i wtrącanie duchownych do więzień powodowały, że kard. Stefan Wyszyński pod długim namyśle podjął decyzję o konieczności zawarcia kompromisu z władzą, który mógłby złagodzić panujący terror. 

14.04.1950 r. podpisano porozumienie między episkopatem a rządem. Składało się z dziewiętnastu punktów. Władza zgodziła się na kontynuowanie nauczania religii w szkole, organizowanie procesji i pielgrzymek, funkcjonowanie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Dała pozwolenie na pracę duszpasterską księży w szpitalach i więzieniach. Swobodę działania zakonom. Kościół mógł przeprowadzać akcje charytatywne, wydawać prasę i książki. 

W zamian episkopat zobowiązał się powstrzymywać antyrządowe działania duchowieństwa, a także uporządkować struktury diecezjalne na ziemiach odzyskanych. Episkopat znajdował się w sytuacji przymusowej. Rząd zawarł porozumienie tylko z przyczyn taktycznych. Tym sposobem władza ludowa stworzyła pozór negocjacji i otwartości wobec Kościoła. Prymas Stefan Wyszyński tak pisał o tym wydarzeniu w „Zapiskach Więziennych”: 

 Dlaczego prowadziłem do „Porozumienia"? Byłem od początku i jestem nadal tego zdania, że Polska, a z nią i Kościół święty, zbyt wiele utraciła krwi w czasie okupacji hitlerowskiej, by mogła sobie obecnie pozwolić na dalszy jej upływ. Trzeba za każdą możliwą cenę zatrzymać ten proces duchowego wykrwawiania się, by można było wrócić do normalnego życia, niezbędnego do rozwoju Narodu i Kościoła, do życia zwyczajnego, o które tak w Polsce ciągle trudno. Z wojny wyszliśmy tak okale­czeni, że ledwie zdolni do życia. Wielu z tych kapłanów, którzy ocaleli z obozów hitlerowskich, znalazło się znowu w więzieniach. Do kół kie­rowniczych Episkopatu należało tak prowadzić sprawy Kościoła „w polskiej rzeczywistości", by oszczędzić mu nowych strat. Tym więcej,  że możemy się spodziewać, że to są initio dolorum, że cały rozwój przemian społecznych może doprowadzić do konfliktu: chrześcijań­stwo - bezbożnictwo. By jednak ten konflikt nie zastał nas nie przygotowanych, trzeba zyskać czas, aby wzmocnić siły do obrony Bożych pozycji. 

„NON POSSUMUS” 

Mimo, że kardynał Stefan Wyszyński zdecydował się na daleko posunięty kompromis z komunistami, im wciąż było mało. Chcieli sprawować kontrolę nad całym Kościołem katolickim w Polsce. „Dekret o obsadzaniu duchownych stanowisk kościelnych” wydany 09.02.1953 r. umożliwiał władzy obsadzanie wszystkich stanowisk w Kościele: od biskupa do wikarego. Prymas Wyszyński zwracał uwagę, że „Dekret” jest niezgodny z prawem kościelnym oraz prawem polskim. Podkreślał, że nawet w Meksyku ustawodawstwo państwowe nie sięga tak daleko w kompetencje biskupów i wolność Kościoła.  Po wydaniu „Dekretu” uświadomił sobie ostatecznie, że jakiekolwiek porozumienia z władzą komunistyczną jest już niemożliwe.

Na posiedzeniu Episkopatu 08.05.1953 r. - biskupi zredagowali trzydziestostronicowy memoriał, w którym stanowczo sprzeciwili się łamaniu praw Kościoła. Protestowali przeciwko szykanom, usuwaniu religii ze szkół oraz celowym próbom antagonizowania duchownych. Negatywnie oceniali środowisko katolików świeckich zrzeszonych w PAX. Sprzeciwiali się likwidowaniu katolickich czasopism i wydawnictw, a także ingerencji władz w sprawy Kościoła na Ziemiach Zachodnich. Podkreślali społeczną i charytatywną działalność Kościoła w różnych dziedzinach życia społecznego. „Dekret o obsadzaniu duchownych stanowisk kościelnych” uznali za całkowicie sprzeczny z Konstytucją PRL z 22.07.1952 r. , która gwarantowała swobodę Kościołowi - w wykonywaniu pracy duszpasterskiej. Wyraźnie napisali, że dokument wydany przez Radę Państwa jest z tego tytułu pozbawiony  mocy prawnej. 

Najbardziej jednak poruszający był fragment „Memoriału” zakończony wezwaniem, które przeszło do historii i stało się mottem uciśnionego Kościoła: 

W poczuciu apostolskiego naszego powołania oświadczamy, w sposób najbardziej stanowczy i uroczysty, że wymienionego dekretu, jako sprzecznego z Konstytucją Rzeczypospolitej Ludowej i naruszającego prawa Boże i kościelne, nie możemy uznać za prawomocny i wiążący. „Więcej trzeba słuchać Boga niż ludzi”. (…) Gdyby postawiono nas wobec alternatywy: albo poddanie jurysdykcji kościelnej, jako narzędzia władzy świeckiej, albo osobista ofiara, wahać się nie będziemy. Pójdziemy za głosem apostolskiego naszego powołania i kapłańskiego sumienia, idąc z wewnętrznym pokojem i świadomością, że do prześladowania nie daliśmy powodu, że cierpienie staje się naszym udziałem nie za co innego, lecz tylko za sprawę Chrystusa i Chrystusowego Kościoła. Rzeczy Bożych na ołtarzach Cezara składać nam nie wolno. Non possumus.

Podczas warszawskich uroczystości Bożego Ciała, 4 czerwca 1953 r. prymas publicznie podał treść „Memoriału”. W wygłoszonej homilii podkreślał, że Chrystus ustanowił kapłaństwo w Wieczerniku i przekazał Apostołom, nie ustanowił żadnych pośredników. 

Memoriał „Non possumus” był momentem zwrotnym w historii tamtych czasów. Opór wobec bezprawia zaowocował zbudowaniem autorytetu kardynała Wyszyńskiego, ale był jednocześnie powodem jego trzyletniego internowania. Aresztowano go 25 września 1953 r. w Pałacu Arcybiskupim na Miodowej w Warszawie. Do 1956 roku był internowany w Rywałdzie, Stoczku Warmińskim, Prudniku i Komańczy. Złe warunki, w jakich go przetrzymywano  spowodowały, że głęboko podupadł na zdrowiu.

Podczas uwięzienia opracował program odnowy życia religijnego w Polsce,  zawarty w Jasnogórskich Ślubach Narodu. 

OSTATNIE DNI PRYMASA 

W 1981 roku u prymasa Wyszyńskiego zdiagnozowano chorobę nowotworową jamy brzusznej. 
13 maja 1981 r. światem wstrząsnęła wiadomość o zamachu na Jana Pawła II. Ciężko chory kardynał Wyszyński dopiero dzień później dowiedział się o zamachu na papieża. Otworzył szeroko oczy i wypowiedział tylko jedno zdanie: „Zawsze się tego bałem" i zamilkł na kilka godzin. Tego samego dnia wieczorem poprosił swoich współpracowników o magnetofon, by nagrać przesłanie do narodu: „Wszystkie modlitwy, które zanosiliście w mojej intencji, proszę skierować w tej chwili w intencji Ojca Świętego. Niech Pan go nam zachowa, niech sprawi, aby długie jeszcze lata mógł służyć Kościołowi Powszechnemu i kulturze światowej w duchu Ewangelii". 

Nie skarżył, nie narzekał na ból. A gdy ktoś pytał, jak się czuje, odpowiadał, że jego choroba nic nie znaczy w porównaniu z cierpieniami ojca św., który leży po zamachu w szpitalu. 

Jego apel został odtworzony z taśmy magnetofonowej najpierw w katedrze warszawskiej, a po południu na placu Zamkowym, gdzie tysiące osób przyszły na mszę w intencji papieża.

25 maja prymas Wyszyński rozmawiał telefonicznie z Janem Pawłem II. Była to bardzo trudna rozmowa dla nich obu. Ksiądz prymas prosił wtedy cichutko: 

„Ojcze, jestem bardzo słaby, bardzo... całuję twoje stopy, pobłogosław mi...". 

Przed samą śmiercią chciał zaśpiewać znaną polską pieśń Maryjną, ale powiedział tylko słabym, łamiącym się głosem: „Chwalcie łąki umajone...".

Prymas Wyszyński zmarł 28 maja 1981 r., w wieku osiemdziesięciu lat. 

W trzykilometrowej kolejce do trumny prymasa wystawionej w kościele seminaryjnym przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie ludzie stali trzy doby. W pogrzebie uczestniczyło ponad trzysta tys. osób. Władze komunistycznej Polski, które niegdyś uważały zmarłego za największego wroga ogłosiły kilkudniową żałobę narodową. 

Fot. archiwum redakcji

kontakt1.jpg Lidia Lasota
Zainteresował Cię ten artykuł? Masz pytanie do autora? Napisz do nas tutaj
drukuj  
REKLAMA

Redakcja

Wydawca

WDR
ul. Modra 23
87-807 Włocławek
www.wydawnictwodr.pl

 

Tu nas znajdziesz

Napisz do nas


pozycje oznaczone * muszą być wypełnione